Dojrzewanie na amerykańskiej prowincji ukazane w filmie „Yes God Yes”

Dojrzewanie na amerykańskiej prowincji ukazane w filmie „Yes God Yes”

W filmie „Yes God Yes” Natalia Dyer znana między innymi z „The Stranger Things” gra katolicką dziewczynę, która przeżywa głębokie seksualne przebudzenie. W tej sprytnej satyrze religijnej autorstwa Karen Maine porusza się takie kwestie jak religia i młodzież. Jednak tym razem prawie wyłącznie z kobiecej perspektywy. Zainspirowana własnymi doświadczeniami Maine, porusza temat kobiecej masturbacji w niezwykle dowcipny, ciekawy i zaskakujący sposób.

Fabuła filmu „Yes God Yes”

Akcja rozgrywa się na Środkowym Zachodzie na początku XXI wieku. W „Yes God Yes” śledzimy śliczną 16-letnią Alice (Natalia Dyer), która chodzi do pobożnej szkoły i jest głęboko religijna. Obawia się potępienia, a jeszcze bardziej seksualnych fantazji, które ostatnio zaczęły pojawiać się w jej życiu. Alice ma pierwsze kontakty z rówieśnikami w sieci, ktoś przysyła jej pornograficzne zdjęcia i co gorsza proponuje wirtualny seks. To za dużo dla uczennicy katolickiej szkoły, która nie może jeszcze otrząsnąć się po scenach erotycznych, które widziała w „Titanicu”. Aby uwolnić się od złych myśli i ratować duszę. Alice udaję się na obóz organizowany przez jej szkołę i parafię, gdzie ma oczyścić się ze złych myśli i grzechu. Wszystko jednak idzie nie tak jak zakładano.

Dekompozycja wartości w filmie „Yes God Yes”

W tym filmie wszystko jest doskonałe lub przynajmniej dobre. Gra Natalii Dyer jest wręcz wyśmienita. Aktorka doskonale pasuje do roli i ewoluuje wraz z rozwojem i przemianą postaci. Doskonale udaje się jej złapać obie kontrastujące ze sobą charaktery i postawy.

Sama fabuła jest prosta i przewidywalna, ale ze względu na podjętą tematykę, musi być taka i zdecydowanie nie jest to wadą filmu. Autorka obrazu wykorzystuje bowiem wszelkie dostępne narzędzia, aby pokazać absurdalność niektórych zakazów ich bezsens i nieuchronność takich procesów jak dojrzewanie i odkrywanie własnej seksualności. Dodatkowo film, choć w założeniu jest dramatem, to jednocześnie jest niezwykle zabawny, a dialogi są błyskotliwe i niebanalne. Nawet religijne przemowy nie brzmią tutaj sztampowo, nie przypominają nadętych, pustych kazań, co jest dowodem na to, że autorka nie skusiła się na skoncentrowaniu się na prostej antyreligijności, jak dzieje się to w wielu obrazach tego typu. Traktując masturbację jako coś całkowicie naturalnego, Maine popiera ideę, że jeśli tłumiona jest ciekawość, osoba traci to, kim jest, a z czasem nawet traci wolną wolę. „Yes God Yes” to z jednej strony film zadający pytanie o sens pewnych działań i zakazów, a jednocześnie dowód, że pewne emocje, procesy i przede wszystkim poszukiwanie siebie – jest nieuniknione.